Robię wszystko, tylko nie to co trzeba. W czwartek kolokwium, a 20stego lutego obrona pracy. Brakuje mi motywacji. Aczkolwiek, jak już w końcu udało mi się ustalić termin obrony (dzisiaj) to może świadomość tak zwanego „impending dooma” mnie zmotywuje w przeciągu tego tygodnia albo weekendu.
Żeby było mi weselej – współlokatorka z pokoju w akademiku mi się wyniosła. Czy to źle? W normalnych warunkach nie. Ale mając w perspektywie wprowadzenie się kuzynko-przyjaciółki mojej drugiej współlokatorki to aż mnie ciary przechodzą. Jedna jest nieznośna (charakterem) a we dwójkę stanowią siłę tak mocno irytującą moją osobę, że jak nie zamorduje to będzie dobrze… Jeszcze łóżko po tamtej dobrze nie ostygło, te już snuja plany jak by tu pokój „udoskonalić”… A bo tu ma za mało półek, a bo to, a bo tamto. Jakoś człowiek sobie radzi z jedną półką (podczas gdy druga współ- zajęła całą ściankę półek, które mamy w pokojach) i kawałkiem parapetu (na drukarkę) a tej półka to mało, bo „ona ma żarcia w cholerę i gdzie ona to da”. Problem z jedzeniem? ZJEDZ GO!
Czas zacząć robić coś kreatywnego… Albo znaleźć dobre mordobicie do pogrania.
Cheers~!